Rozdział 1: Historia kołem się toczy

Kontynuując rozważania o (póki co, jak dla mnie) oksymoronie „programowanie w wordpressie” (wordpressa?) dziś zajmę się kwestią semantyczną. Nie, wcale nie prokrastynuję momentu, w którym zacznę prawdziwy rozwój…

 

W poprzednim wpisie wspominałam, że jako niegdysiejszy redaktor-dziennikarz pracowałam na różnych CMSach, również opartych na wordpressie. Dziś chcę sięgnąć pamięcią jeszcze dalej i zobaczyć, czy którekolwiek z pozostałych doświadczeń pomoże mi w spełnieniu zadania.

Nie przyznając się do wieku, zasugeruję cicho, że za dzieciaka nakręcałam taśmę z kaset magnetofonowych na ołówek i przez spędzanie wolnego czasu na drzewach, wyglądałam jak mały partyzant. Przeżyłam również dynamiczny rozwój sprzętów elektronicznych i postępującej miniaturyzacji. Także na czas mój wczesnonastoletni przypadł moment pierwszych platform blogowych, tworzenia małych społeczności i raczkujących forów literackich. Niektóre przyjaźnie zawarte w w tych czasach chmurnych i durnych przetrwały do dziś!

Skupmy się jednak na blogach – przecież działają na CMSach. Dosyć szybko odkryłam, że przy ogarniętym i umiejętnym pogrzebaniu w kodzie HTML mogę dostosować wygląd mojej strony tak, żeby wyglądała tak, jak ja chcę – a nie tak, jak życzą sobie tego twórcy danego szablonu (którzy często miewali całkiem zaśmiecony i niechlujny ten kod, fuj fuj). Jak grzyby po deszczu pojawiały się również amatorskie strony z szablonami na bloga, niektóre nawet robione na zamówienie – wysyłało się grafikę, określało pożądane kolorki i układ, a po paru dniach dostawało się elegancki, spersonalizowany szablon. Nawiasem mówiąc, z małym przerażeniem wspominam tę beztroskę ludzi w posługiwaniu się zdjęciami i grafikami, kto wtedy myślał o prawach autorskich… Ciekawa jestem, jak to wygląda teraz. Może świadomość własności intelektualnej jednak jest wyższa?

Ja również stwierdziłam, że bez sensu czekać, aż ktoś zaprojektuje mi szablon. Po przejrzeniu kilku stron z nauką HTMLa zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty (może warto nadmienić, że liczyłam sobie wtedy ok. 13 wiosen). Od samego początku nie lubiłam programów do projektowania szablonów, które ustawiało się „wizualnie” (np. kolorowało tło i ustawiało obrazek, zupełnie jak w programie graficznym) i sam generował kod HTML, bo kod ów był właśnie bardzo niechlujny i zaśmiecony, nieposłuszny i często lubił się rozwalać w finalnej wersji. To były czasy oczywiście sprzed jakiekolwiek responsywności mobilnej, aczkolwiek wciąż należało ustawić szablon tak, by nie rozłaził się w przypadku używania innej przeglądarki/innej rozdzielczości ekranu itp. A pozaśmiecane kody lubiły robić takie numery. Tak właśnie ograniczyłam się do programu, który umożliwiał mi podgląd projektu, ale nie narzucał się ze swoimi rozwiązaniami i nie udawał mądrzejszego ode mnie. Miałam pełną kontrolę i to było taaakie fajne!

Możecie mówić, że to nic imponującego i kod HTML to żadne programowanie. Zgadzam się po całości. Ale byłam 13-letnią dziewczynką ze szkoły muzycznej, która nagle odkryła nową dziedzinę rozwoju, na który teoretycznie nie powinna mieć czasu. I co? Pewnego dnia wygrałam konkurs na zaprojektowanie strony internetowej dla mojej szkoły… i wygrałam! Pendrive’a o pojemności 256 MB!!! To były czasy…

KM

fot. pixabay

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz